Robiliśmy wszystko, żeby przeprowadzić się przed porodem. 3.10. 2015 r. spakowaliśmy cały nasz dobytek i przewieźliśmy do nowego domu. Mieliśmy wykończoną kuchnię, łazienkę i salon. Chociaż przenieśliśmy się z 40m2 do 70m2 (tyle ma parter) wszystko było zagracone i nie miałam nawet za bardzo gdzie rozpakować naszych rzeczy (cudowne rozmnożenie?). Pierwsza noc..nie powiem, żeby była najmilsza. Okazało się, ze mamy nieproszonych gości. Zamiast spać ganiałam myszy. Ł za bardzo nie przeszkadzało chrobotanie ;/ Kolejna noc przyniosła nowe niespodzianki. Około 23:00 zaczęły się skurcze. Pojechaliśmy do szpitala i okazało się, że nie wiemy jak do niego wejść. Mąż okrążył budynek z jednej strony, ja z drugiej- żadnego otwartego wejścia…Już myślałam, że urodzę na chodniku. Uf. Udało się. Ł namierzył wejście i udaliśmy się na izbę przyjęć. Dalszą część historii pominę, opiszę jedynie szczęśliwe zakończenie. 05.10.2015r. o godz. 12:55 pojawiła się na świecie nasza córeczka Hania :). Po pobycie w szpitalu wróciłam do domu. Bardzo ciężko wspominam ten okres. Bałagan, tłumy gości, moje problemy z karmieniem, to wszystko sprawiło, że ciężko było zauważyć uroki rodzicielstwa. W dniu mojego powrotu zjawili się majstrowie od schodów. Kurzyli, piłowali, stukali…Nie..chcę zapomnieć ten czas i cieszyć się tym co jest dzisiaj. A jest naprawdę dobrze. Hania jest cudownym dzieckiem. Właśnie ma krótką drzemkę, tak że mogę stworzyć ten wpis 🙂